Przez parę ładnych lat śmigałem na rowerku codziennie, tak spokojnie po 10 km, albo i więcej. Katastrofa zdarzyła się ok 2 lata temu... bo złapałem gumę :( Z braku lenistwa nie chciało mi się zmieniać dętki (to jest dopiero mega leń :wink: by przez ponad rok nic z tym nie robić), ale pewnego razu wybrałem się do rowerowego sklepu zaopatrzyłem się w nowiusieńką dętkę zmieniłem i wyszedłem sobie z kumplem pojeździć. Po pojeżdżeniu (zrobiliśmy gdzieś ze 30 km) jak wróciłem na chatę i zobaczyłem, że mi powietrze znowu uciekało wkur***** się, bo coś jest do dupy z felgą i nie chce mi się kupować nowej, odstawiłem swojego najlepszego kompana po blisko 5 latach nieustannej jazdy :wink:
Rower jaki posiadałem nie był jakiś rewelacyjny, ale dawał radę :) Był to jak pamiętam (w sumie jeszcze jest bo siedzi z tą dziurawą dętką w piwnicy) TREK 820 podobny do tego, bez stopki i nie wiem model z którego roku jest na zdjęciu:
Podzespoły słabe lub średnie miałem, ale nie potrzebowałem więcej. Przerzutka przednia Shimano SiS, a z tyłu Shimano Altus więc dwie najniższe kategorie od Shimano. Jakoś nigdy nie mogłem zebrać kasy na jakieś z serii Deore, LX, XT. Hamulce też zwykłe V-barke, które na bank jak zacznę jeździć kupię coś pokroju Shimano Deore (jak śmigałem na rowerze kumple z takimi właśnie hamulcami to wręcz poezja, nie trzeba prawie siły wkładać w hamowanie, wszystko chodzi gładziutko - dosłownie perfekcja, którą warto poczuć samemu). Podobnie z przerzutkami, które na sprzęcie wyższej klasy są boskie. Nie czuć żadnych przeskoków, a zmiana biegu jest wręcz nieodczuwalna (znacz, że łagodnie przeskakuje bez żadnych oporów, czy jakiegoś chrupania łańcuchem przy przeskoku między zębatkami).
Temat dał mi do myślenia o moim rowerku i chyba będę musiał go wyciągnąć z piwnicy, przetrzeć kurze i zainwestować parę groszy w jakieś lepsze podzespoły, bo idzie wiosna i trochę aktywności poza piłką nożną, alko i imprezami jest wskazana 8)