Neo Plus #132 (Marzec 2010) W Sprzedaży Od 06.03.2010
#121
Napisany 30 marzec 2010 - 21:56
#122 Gość_Kondej_*
Napisany 02 kwiecień 2010 - 10:29
#124 Gość_Kondej_*
Napisany 02 kwiecień 2010 - 12:47
#125
Napisany 04 kwiecień 2010 - 22:03
#126
Napisany 04 kwiecień 2010 - 22:33
#127 Gość_sakin_*
#128
Napisany 05 kwiecień 2010 - 09:37
#130 Gość_sakin_*
#131 Gość_shunyo_*
Napisany 06 kwiecień 2010 - 08:14
#132 Gość_Kondej_*
Napisany 06 kwiecień 2010 - 09:51
#133
Napisany 06 kwiecień 2010 - 10:28
#134
Napisany 06 kwiecień 2010 - 10:29
#135
Napisany 06 kwiecień 2010 - 13:35
#136
Napisany 06 kwiecień 2010 - 13:44
I jest standardowy płacz na forum
#137
Napisany 06 kwiecień 2010 - 16:19
#138
Napisany 06 kwiecień 2010 - 16:22
#139
Napisany 07 kwiecień 2010 - 18:09
#140
Napisany 07 kwiecień 2010 - 19:47
Brawa, bo z kontynuacją będzie on miał tyle wspólnego co śnieg z latem.
#141
Napisany 07 kwiecień 2010 - 19:54
#142
Napisany 07 kwiecień 2010 - 20:51
Numer kupiony, po wypasionym ostatnim brak, aż tylu fajnych gierek, ale na razie tylko przejrzałem...więcej napiszę kiedy/jeśli pojawi się stosowny temat...
#143
Napisany 26 kwiecień 2012 - 15:32
Przykład z dziabaniem zieleniącej bogini, a właściwie jego związek
z ambitnością scenariusza, nie do końca przebił się przez moją
utwardzoną mózgoczaszkę.
(Dr. Max, marzec 2010, nr 132, w odpowiedzi na list czytelnika)
31 I 2012
Witam, drogi Doktorze.
Trunków wysokoprocentowych co prawda razem jeszcze nie
spożywaliśmy, a jeśli tak, to ja zdecydowanie nie pamiętam,
jednakże, jako Pański kolega po fachu, mogę chyba pozwolić
sobie, mimo to, na odrobinę poufałości.
Wpadł mi ostatnio w ręce jeden z archiwalnych numerów
Waszego pisma (3/2010 bodaj), cokolwiek sczytany, wymięty
i nonszalancko porzucony na ławce w sekcji wypoczynkowej
pewnej sauny. Po zwyczajowej lekturze od deski do deski,
rubryki FAQ nie omijając, postanowiłem odnieść się krótko
do niektórych, poniekąd chirurgicznych treści w nim zawartych,
a zarazem podjąć ambitną próbę przebicia się przez Pana
utwardzoną mózgoczaszkę (czyżby Western Chemicals typ 7),
próbę, podczas której inni najwyraźniej polegli.
Abstrahując od faktu, iż niektórzy zawsze będą szukać dziury
w całym, bo taka ich już wredna, krytykancka natura, innym
zaś spodoba się absolutnie wszystko, nawet ekskrement, jeśli
tylko opatrzony będzie odpowiednim znakiem firmowym, bo
gustu ci u nich żenujący i chroniczny deficyt; przyznać muszę,
że przykład z „dziabaniem zieleniejącej bogini” tudzież jego
związek z "ambitnością scenariusza", mnie osobiście jawi się
jako logiczny i przekonujący.
Niektórzy twierdzą, że słabość fabuły GoWów jest wręcz
przysłowiowa. Ja powiedziałbym, że jej poziom swobodnie
oscyluje pomiędzy żenującym, a poprawnym. Przez „fabułę”,
czy też „scenariusz”, jak inni wolą, rozumiem tzw. „treść”
gry, czyli wszystko poza elementami zręcznościowymi, grafiką,
muzyką, dźwiękowymi efektami specjalnymi i „designem”.
Choć przyznać trzeba, że i sam „design” podpadać może pod
„treść” w przypadku produkcji osadzonych w średniowieczu,
starożytności, itp., bądź też w realiach stylizowanych na nie.
Do rzeczy jednak. Pacjent znieczulony, ale mimo to nadal żywy.
Gratulacje dla pana anestezjologa. Udało mu się. Znowu. Może
powinien był jednak podejść do egzaminów na medyczne studia.
Skórę Pańskiej głowy już naciąłem, Doktorze. Proszę się odprężyć,
myśleć o przyjemnych rzeczach i nie przejmować paskudnymi
odgłosami. Siostro, trepan. A teraz przyjrzyjmy się scenie śmierci
Ateny w outro Gow2.
Nie owijając w bawełnę, jest to klasyczny przykład rozwiązania
typu deus ex machina. Autor scenariusza dokonał szybkiej, mało
subtelnej ingerencji, celem wyeliminowania postaci, która na tym
etapie akcji ewidentnie zawadzała. Z którą, nie wiedzieć czemu,
autor nie miał co zrobić. Już samo to można uznać za mocny
zgrzyt.Wszak rzetelnemu autorowi swoich postaci traktować w ten
sposób nie przystoi. I choć mało efektowną śmierć Ateny zgrabnie
wykorzystano w kolejnej części gry, to jednak niesmak pozostał.
Kolejna kwestia; nieśmiertelność i „zielenienie”. Tutaj także można
się przyczepić. I to wcale nie ot tak, ale na zadanych przez samą
grę standardach. „Dziabnięty”, i to na wylot (!), Zeus był post factum
całkiem żwawy. „Dziabnięcie”, a w zasadzie nawet „dziabnięcie”
wielokrotne, w żaden widoczny sposób nie odbiło się na jego boskim
zdrowiu. Co najwyżej poirytowało go nieco. Czemu zatem „dziabnięcie”
pojedynczne spowodowało u nie mniej boskiej przecież Ateny niemal
natychmiastowy zgon?
Ktoś mógłby powiedzieć, że Zeus to najpotężniejszy, a więc także
i najodporniejszy, ze wszystkich bogów. Czyż jednak słynne ostrze
Olimpu nie miało być bronią bogów najskuteczniej eksterminującą?
Wytknięty już dawno temu przez innych fakt, iż szeregowe mięso
armatnie pozostaje na ciosy rzeczonym super ostrzem znacznie
bardziej niż boska Atena odporne, dodatkowo komplikuje sprawę.
Argumentów na obronę autorów scenariusza bynajmniej nie
dostarczając.
I to chyba wystarczy, by obiektywnie, i w miarę zwięźle, wykazać
istnienie związku pomiędzy „dziabaniem”, a jakością pracy scenarzystów
w czasie realizacji projektu GoW2.
W razie potrzeby, drogi Doktorze, nawiert Twojej zacnej, doktorskiej
czaszki chętnie powtórzę, póki co zaś jednak pozdrawiam i życzę jak
najwięcej intrygujących przypadków w redaktorsko-lekarskiej praktyce.
VirTualnyNeurochirurg
#144
Napisany 26 kwiecień 2012 - 15:38
Niezłe.
#145
Napisany 26 kwiecień 2012 - 17:43
#146
Napisany 26 kwiecień 2012 - 19:05
#147
Napisany 26 kwiecień 2012 - 20:13
#148
Napisany 26 kwiecień 2012 - 21:47











