Napisany 07 czerwiec 2007 - 13:56
Tak więc jeszcze trzy mecze i koniec turnieju męskiego na Roland Garros. Jest mi w gruncie rzeczy obojętne co będzie się działo dalej, oby tylko dobre mecze były. Mógłby nawet Roger wygrac wreszcie, to zeszłaby z niego ta olbrzymia presja.
I jeszcze co do wczorajszego meczu Moyi z Nadalem. Nie jestem zawiedziony, ani rozczarowany za bardzo. Sądzę, ze Carlos mógł wczoraj dać z siebie odrobinę więcej, ale trudno. Tak czy inaczej zagrał bardzo wiele wspaniałych akcji i to za pomocą różnorodnych środków - dużo wygrywających forehandów, trochę backhandów, drop shotów, volley'i, momentami świetny serwis zblizający się prędkością do 220 km/h. Do tego niestety masa niewymuszonych błędów, a właściwie to wymuszonych podejmowanym ryzykiem :P Ale za to właśnie uwielbiam tego tenisistę - zawsze grał atakujący hiszpański tenis, bardzo dużo ryzykował i jak miał dobry dzień i był w dobrej formie, to oglądanie jego meczy było samą przyjemnością :)
Pod wieloma aspektami Moya przypomina mi innego gracza, którego bardzo lubię - Safina. On też gra atakującym, bardzo urozmaiconym stylem, po cudownych piłkach zdaza mu się popełniać proste błędy, tylko, ze Safin jest większym wojownikiem, a złość którą z siebie wyrzuca w słynny sposób czasami mu pomaga i go napędza dodatkowo. Z drugiej strony z tego co się orientuję, to Moya wygrał w karierze 5 spotkań ze stanu 0:2, a Safin żadnego, więc tu moje stwierdzenie o wojowniczości nie jest do konca na rzeczy :P
Czekam więc na półfinały i finał, ale bez wielkich emocji :)
EDIT:
Właśnie do półfinału kobiecego awansowała Ana Ivanovic, która mi się strasznie podoba i której takze od dawna kibicuję... I tak sobie myślę, ze nie gadamy tu raczej o paniach, ale finał Henin-Ivanovic mógłby być ciekawszy niż finał u facetów :ninja: Teraz więc będę trzymał kciuki za Justine...